środa, 1 lipca 2015

Krzesło w "malinowym musie".

To tak na  początek malinowego okresu ( u mnie w ogródku już są pierwsze maliny!).
Krzesło dostałam od sąsiada - wujka, czekało na mnie 30 lat w piwnicy. Zniszczone jak widać, służyło pewnie do wszystkiego.
Umyłam, zeskrobałam i pomalowałam ciemną, brązową bejcą. Potem już tylko odmenty czerwieni od pani Annie Sloan. Kocham tą kobietę, dzięki niej nie mogę spać od września, bo ciągle obmyślam co by tu jeszcze przemalować i jakie to będzie łatwe i przyjemne. Teraz bawię się kilkoma warstwami na raz i skrobię, skrobię. A o to efekty .


Wygląda pysznie, ale wcześniej było tak.




Na pierwszy rzut oka wygląda jak jednolity malinowy kolor, ale to krzesło jest jakby umorusane malinowymi odcieniami. Spokojnie, bez obawy pozwolę moim dzieciom obżerać się na nim tegorocznymi malinami:)







Smacznego lata!